Agnieszka Kot
Branice O sobie:
W
obliczu (nie)ludzkich skryptów
O
niemrawej martwocie, która rodzi się z kaprysu lalkarza i jakiejś
artystycznej żądzy. Ucieleśnionej w podatnym a przy tym niezwykle
plastycznym materiale. Że i ze swoistej wrażliwości (sensibilité)
swego (s)twórcy pochodzi, dowodzi tego fakt następujący. Lekka, nad
wyraz niespotykana i do końca nie-odkryta forma owej istoty. Która
nawet nie musi zbytnio zabiegać o naszą atencję. Ów cudowna żarliwość
(s)twórcy opiewa ją bowiem w całości, podobnie jak jego autentyczne
przeżywanie lalkarstwa. W końcu to swoiste życio-tworzenie, które,
choć przedstawione w kruchości, dochodzi do dwóch wprost przeciwnych
sobie zapatrywań...
Nie-ta-lalka
Nie
jest to jednak opowieść o lalce, ale o człowieku, który się nie
rozwija, wpada z jednej pułapki w drugą i nie ma swojego życia. To
historia o każdym z nas, gdyż wszyscy w mniejszym lub większym
stopniu jesteśmy uwikłani w różnego rodzaju skrypty...
Wróćmy
jeszcze na chwilę do lalki. Otóż słowo lalka (doll) czy też
jego czułe zmiękczenie laleczka (dolly) prawdopodobnie
powstało z przekształcenia słowa jałmużna (dole). Laura Starr
sugeruje, że mogło być ono również jedną z wariacji wyrazu służebnica
(doll, doul, douckie itd.)1.
Łacińskie słowo pupa oznacza nie tylko lalkę, ale także
dziewczynkę oraz... poczwarkę. Bliskie jest mu wyraz pupus,
czyli chłopiec. Natomiast ich zdrobnienie: pupilla (laleczka)
i pupillus to określenie małoletniej sieroty, kogoś
pozostającego pod czyjąś opieką, a także ucznia. Stąd mamy przecież
angielskie słowo pupil. U nas występujące również w tym samym
zapisie i do tego mamy jeszcze określenie pupilka. W tym kręgu
znaczeniowym znajdują się także zarówno niemieckie, jak i francuskie
słowo pupille2.
Z kolei wszystkie z wymienionych wyżej słów dają jeszcze jeden trop,
mianowicie prowadzą do greckiego zwrotu kore, które oznacza
nie tylko dziewczynkę (laleczkę), ale także – źrenicę oka3.
Wszak mówi się, że to właśnie oczy są zwierciadłem duszy. W
starożytności było to głęboko zakorzenione wyobrażenie, zgodnie z
którym w średnicy ludzkiego oka możemy rozpoznać malutki niczym lalka
– obraz nas samych. W takim odbiciu czy też podwojeniu nic się
bowiem nie ukryje. A skoro jesteśmy już przy duszy, to po grecku
oznacza ona również nocnego motyla (psyche)4.
Lalka jest przedmiotem, w którym zatarte zostają granice między
życiem a śmiercią, prawdą i pozorem, rzeczywistością a fantazją,
światłem i mrokiem. To bycie-tego-co-na-wskroś-inne. Mamy więc do
czynienia z nie-w-pełni-podmiotem. Niechętnie odnajdujemy w niej
zaledwie echo, widmo i podobieństwo nas samych. W końcu lalka to
także animant, który musi być (chociażby w sensie myślowym) mobilny,
skazany na przyjęcie ról, konieczność gry — i nie za bardzo
może zmienić swoje położenie. To „poruszenie” może
odbywać się również na zasadzie „patrzenia”. Ukłute przez
Ritę Felski sformułowanie to be looked, oznacza bowiem bycie
patrzoną a w zasięgu takiego wzroku, kryje się niestety
niebezpieczeństwo bycia kimś innym niż tylko sobą5.
Zdumiewające
jest to, jak łatwo z rozważań o lalce możemy przejść do namysłu nad
człowiekiem uwikłanym w różnego rodzaju skrypty. Już Platon trafnie
ujął ich naturę:
„Pomyślmy
sobie, że każdy z nas, jako istota żywa jest marionetką boskiej
roboty. Czy to jako zabawkę dla siebie, czy też dla jakiegoś
poważnego celu bogowie nas tak zbudowali, tego przecież nie wiemy.
Ale to wiemy, że są w nas te stany, jakby struny albo jakieś nitki
przeciwstawione sobie nawzajem, i pociągają nas do przeciwstawnych
sobie działań”6.
Są w nas pewne utrwalone i automatyczne sposoby działania. Czy tego
chcemy, czy nie, utkane z nich jest prawie każde nasze postępowanie.
To sieć nieuświadomionych scenariuszy, niezliczona ilość drobnych,
skryptowych połączeń, splecionych z przekonaniami danego człowieka o
świecie oraz miejscem, jakie on sam w nim zajmuje. Wszystko jest
częścią większego planu. Innymi słowy to nasz życiowy plan. I choć
nie jest to zbyt miła perspektywa, jakie jednak mamy wyjście? Co
więcej nikt nam nie ułożył tego planu, żaden tajemniczy autor nie
napisał scenariusza. „Każdy z nas we wczesnym dzieciństwie –
napisze Alfred Adler – decyduje o tym, jak będzie żył i jak
umrze. Plan ten, cały czas obecny w naszym umyśle, nazywać będziemy
skryptem. O zachowaniach błahych decydować można racjonalnie, jednak
nasze najważniejsze decyzje zostały podjęte. Zdecydowane zostało,
jakiego rodzaju osobę poślubimy, ile będziemy mieli dzieci, w jakim
łóżku umrzemy i kto wówczas przy nas będzie. Choć może to nie być to,
czego byśmy pragnęli, jednak do tego zmierzamy”7.
Jeśli np. nasz plan życiowy nosi nazwę „Udręczona/y”, to
żeby go zrealizować, wybieramy działania (czy pozwalamy na takie
zachowania innych), które tylko sprawią nam utrapienie, wpadając tym
samym z jednej pułapki w drugą („dlaczego ty tyle pracujesz,
cały dom jest na mojej głowie?”, „tak to posprzątałeś, że
i tak będę musiała to po tobie poprawić”, „mam już w domu
pięć kotów, ale jak zobaczyłem tego bidulka, to po prostu nie mogłem
go zostawić”, „możesz sobie to wyobrazić, kiedy cała
piątka jest w domu, to czuję się jakby startował odrzutowiec”,
„twoja matka tylko mnie krytykuje”, „czy to nie
okropne, znowu pożyczył ode mnie pieniądze i nie oddał?”).
Z
kolei głęboko zakorzenione w nas dążenie do ogrywania ról, tylko
wzmacnia działanie skryptów. Stąd tak trudno jest się z nich
wyzwolić... Skrypty sprawiają, że gubimy gdzieś po drodze zdolność do
wszelkiego rodzaju wytworów lub pomysłów dotyczących naszego życia.
Przestajemy być twórczy, nie rozwijamy się a jednie realizujemy z
góry określony plan. Plan, o którym „wiemy” tylko my
sami. Z wiekiem człowiek nabiera przebiegłości, wyostrza się więc i
charakter towarzyszących mu skryptów (co może dać złudne wrażenie
rozwoju). Wspomniany wcześniej przykład planu życiowego „Udręczona/y”
nie realizujemy już np. w łagodniejszej postaci, w której to nasze
rodzeństwo jest faworyzowane przez rodziców („dlaczego jej/jemu
zawsze się upiecze?”, „czy to nie okropne, że zawsze
muszę sprzątać zabawki siostry?”), ale w bardziej precyzyjne
odsłonie – wybierając sobie na męża/zonę osobę, która
przysporzy nam cierpienia („czy on nie jest okropny, dlaczego
on tyle pije?”, „przez nią mam same problemy, to istny
koszmar”). To nie przypadek, że spotykamy w swoim życiu właśnie
takich, a nie innych ludzi. W zależności od tego, jaką sami gramy
rolę, takich też dobieramy sobie towarzyszy.
Nie
możemy zobaczyć swojego pełnego obrazu (imago). Ciągle tkwimy
jakby w niedorosłej formie siebie (poczwarka). Dopiero, gdy
zakończymy swe życie – uwidoczni się życiowy plan, który
faktycznie odgrywaliśmy i to, czy był to program zwycięzcy czy
przegranego...
Możemy
jednak znać sobie sprawę z tego, w jakim planie uczestniczmy i jakie
skrypty prowadzą do jego realizacji. I choć nigdy nie uda nam się
zupełnie od tego uwolnić, ponieważ skrypty zawsze odrosną jak
niechciana narośl, będą za nami o krok, tuż za rogiem i znajdą nas w
każdym nawet najciemniejszym zaułku – to warto podjąć
niezmordowany wysiłek i prowadzić z nimi walkę.
Bibliografia
1.
Berne E., Dzień dobry... i co dalej?, przeł. M. Karpiński, Poznań
2005.
2.
Felski R., Doing time: feminist theory and postmodern culture,
New York 2000.
3.
Jurkowski H., Dzieje teatru lalek: od antyku do romantyzmu,
Warszawa 1970.
4.
Platon, Prawa, przeł. M. Maykowska, Warszawa 1997.
5.
Przyłuska-Urbanowicz K., Pupilla, Gdańsk 2014.
6.
Starr B., The doll book, New York 1908.
7.
Szczeklik A., Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy
medycyny, Kraków 2007. 1B.
Starr, The doll book, New York 1908, s. 14. 2K.
Przyłuska-Urbanowicz, Pupilla, Gdańsk 2014, s. 174-175. 3A.
Szczeklik, Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy
medycyny, Kraków 2007, s. 58. 4Tamże,
s. 53 i 60. 5R.
Felski, Doing time: feminist theory and postmodern culture,
New York 2000, s. 182. 6H.
Jurkowski, Dzieje teatru lalek: od antyku do romantyzmu,
Warszawa 1970, s. 35. Cytaty oryginalny pochodzi natomiast z:
Platon, Prawa, przeł. M. Maykowska, Warszawa 1997, s. 44. 7E.
Berne, Dzień dobry... i co dalej?, przeł. M. Karpiński, Poznań 2005,
s. 49-51.

Agnieszka Kot - jest absolwentką dwóch Instytutów Sztuki: w Raciborzu oraz w Opolu. Brała udział w kilkunastu wystawach zbiorowych zarówno w Polsce, jaki i za granicą.
Jej prace z cyklu „Planta” zajęły drugie miejsce
w XXIII konkursie Cyberfoto.
Laureatka konkursu fotograficzno-literackiego „Pankreacje” w kategorii fotografia oraz konkursu fotograficznego „A co z wartościami?”. Miłośniczka lalek.
Cykl zgłoszony do ekspozycji nosi tytuł „Nie-ta-lalka”.
Jest to seria prac, którą ciągle rozwijam, konfrontując lalkę z człowiekiem, który się nie rozwija, wpada z jednej pułapki w drugą i nie ma swojego życia.
Innymi słowy jest uwikłany w różnego rodzaju skrypty.
Agnieszka Kot
Nie-ta-lalka
W obliczu
(nie)ludzkich skryptów